Gra pozorów

Obraz przedstawia dwie kobiety. Jedna myje ręce, a druga - jej służąca - leje jej na ręce wodę z dzbanka. W XVII wieku mycie nadal ograniczało się często do miejsc widocznych, czyli rąk i twarzy; na zdjęciu obraz "Dama" Gerarda ter Borcha (Photofactory)

 

Podczas gdy z wody prawie nie korzystano, normy czystości i pielęgnacji ulegały rozszerzeniu. O higienie stanowiło wiele kryteriów takich jak: przestrzenie, bielizna, odzież i rozmaite akcesoria. Cała uwaga skupiła się na rzeczach okrywających skórę. Ubranie miało być porządne, gdyż na wierzchnią odzież kierowano spojrzenia. Czystych rąk i gładkiej twarzy nie łączono z pojęciem higieny. Były one raczej częścią kodeksu społecznego. Podanie wody do rąk drugiej osobie było oznaką uprzejmości i przyjaźni. Dlatego właśnie często ten gest praktykowano. Specjalny zegar wzywał mnichów do ablutorium, gdzie myli ręce przed posiłkiem. W spisach inwentarza zamożnych ludzi często czytamy o miednicach do mycia rąk. Jednak mycie ciała było ograniczone do miejsc widocznych. Pozostałe partie pozostawały zamknięte w szczelnym ubiorze.

 

Szata była strukturą tkanin wierzchnich i spodnich. Ich konstrukcja tworzyła swoistą architekturę materiału. Właśnie w tej grze wielu warstw jest miejsce na dbałość o higienę. Warstwy wewnętrzne można było przecież zmieniać. Koszula pełniła rolę elastycznej podszewki między wełną, a ciałem. Gatunek materiału, z  którego utkana była koszula, stanowił o randze społecznej. Zmiana bielizny była równoznaczna z usunięciem brudu. Stosowanie wody nie wydawało się więc konieczne. Nowa metoda była pewniejsza i bezpieczniejsza. Do niepokoju, który wywoływała kąpiel, dołączyła również pewność, że jest ona bezużyteczna. Bielizna odgrywała główną rolę. Tworzyła ona coraz ciekawsze dla oka obrazy. Dała początek szacie, której związek ze skórą był coraz bardziej symboliczny.

 

Kobiety siedzą przy stole i rwą płatki kwiatów, na podłodze na chustach suszą się już porwane płatki Produkcja perfum zaczynała się od gromadzenia kwiatów (Photofactory)

 

W XVII wieku maskowanie brudu przybrało odmienną postać. W ówczesnej sztuce pozorów to zapach stał się kryterium wzorcowym. W ustach trzymano wodę cynamonową, aby oddech miał przyjemny zapach. Wyróżniano perfumy królewskie, inne zapachy dla mieszczan i biedaków. Miały one chronić przed zakażeniem się chorobami i poprawiać popsute powietrze. Wody nie używano. Saszetki umieszczone pod pachami bądź na biodrach, ukryte w fałdach sukien lub pod kaftanami, były środkami utrzymania czystości. W zamku Marly, gdzie woda tryskała obficie w ogrodach, nie stykała się ona niemal nigdy ze skórą mieszkańców.